wtorek, 29 stycznia 2013

Glinka zielona

Dziś chciałabym Wam przedstawić moje wrażenia po przetestowaniu zielonej glinki, którą wygrałam
na blogu Śliwki Robaczywki.

Kilka słów o zielonej glince:

Naturalna glinka zielona pochodząca z Francji.

Glinka zielona korzystnie wpływa na cerę tłustą, mieszaną i normalną.  Odżywia skórę, jednocześnie regulując jej pracę. Oczyszcza delikatnie i dezynfekuje dzięki swym naturalnym składnikom. 

Glinkę zieloną stosuje się:
- jako maseczki na skórę i włosy
- do kąpieli
- do okładów
- jako płukanki

Postać: szarawo-zielonkawy drobny proszek
Cena i dostępność: 6,99zł/100g
Glinkę można kupić w sklepie Blisko Natury.


Jak używałam zielonej glinki?

Przede wszystkim ciekawił mnie wpływ tej glinki na włosy i cerę.

Na początku użyłam glinki solo.


5 łyżeczek glinki wymieszałam z taką samą ilością wody źródlanej.

Po delikatnym umyciu włosów nałożyłam papkę na skórę głowy i włosy u nasady. Na długość włosów nałożyłam maskę bananową Scandic, aby włosy nie były przesuszone.

Resztę glinki nałożyłam na twarz po uprzednim jej oczyszczeniu i zastosowaniu peelingu.
Maseczki trzymałam na włosach i twarzy przez 15 min., od czasu do czasu spryskując twarz i włosy mgiełką, żeby nie dopuścić, aby glinka wyschła. Po upływie tego czasu, dokładnie spłukałam maseczki.

Efekty:

Włosy – Po użyciu glinki były tępe i szorstkie. Po wyschnięciu włosów efekt nie był tak dotkliwy,
ale nadal włosy były matowe, suche, a dodatkowo miałam wrażenie, że włosy są pokryte jakimś pyłkiem. Jakby tego było mało, włosy były tak splątane, że strasznie ciężko było jej rozczesać i nawet maska nic tutaj nie pomogła. Niestety nie obyło się bez ofiar i wypadło mi sporo włosów. Jedyne efekty „na plus” jakie udało mi się zaobserwować to zwiększenie objętości włosów i ukojenie skóry głowy.

Twarz – Tu glinka spisała się o niebo lepiej:-) Mam cerę mieszaną, nieco problematyczną na nosie, trochę na pliczkach i brodzie (czoło i reszta twarzy są raczej suche). Po zastosowaniu glinki zauważyłam sporą poprawę. Glinka zmatowiła nieco skórę, złagodziła wszelkie zaczerwienienia i krostki, zmniejszyła widoczność porów. W połączeniu z uprzednim zastosowaniem peelingu, glinka daje efekt naprawdę dobrze oczyszczonej skóry, która jest gładka i ma jednolity koloryt. Oczywiście po użyciu glinki musiałam nałożyć krem nawilżający, bo jednak glinka trochę wysusza skórę.



Przy kolejnych podejściach łączyłam glinkę z różnymi dodatkami (głównie olejowymi) i zauważyłam, że wtedy działa o wiele lepiej.


Włosy

Do 3 łyżeczek glinki zielonej dodałam wody oraz łyżeczkę oleju musztardowego i pół łyżeczki oleju rycynowego.
Po zmyciu maseczki umyłam dodatkowo włosy delikatnym szamponem, aby dobrze zmyć oleje i glinkę
z włosów.

Efekty: Tym razem glinka sprawdziła się znacznie lepiej, choć nie idealnie. Dzięki dodanym, olejom włosy były błyszczące i nieprzesuszone. Dodatkowe mycie włosów sprawiło, że nie były tak splątane jak wcześniej, nie było także wrażenia pokrycia włosów pyłkiem. Niemniej jednak moje włosy nie polubiły się zbytnio z zieloną glinką, dlatego też nie widzę sensu regularnego nakładania jej na nie.


Twarz

Do 1,5 łyżeczki glinki dodałam troszkę wody oraz pół łyżeczki oleju migdałowego i 3 krople gliceryny.

Efekty: Cera jest wygładzona, wszelkie zaczerwienienia stały się o wiele mniej widoczne,
pory są ściągnięte, a koloryt jednolity. Dodatkowe składniki sprawiły, że skóra stała się bardzo przyjemna w dotyku, miękka i dobrze nawilżona.



Podsumowując: Uważam, że zielona glinka bardzo dobrze sprawdza się w pielęgnacji nie tylko skóry tłustej, ale także mieszanej, choć muszę przyznać, że w moim przypadku glinka lepiej sprawdziła się
z dodatkami niż solo. Jeśli chodzi o moje włosy, to moim zdaniem zielona glinka przyniosła im więcej szkody niż pożytku, dlatego nie zamierzam jej więcej na nie nakładać. Myślę, że glinka zielona o wiele lepiej sprawdziłaby się u osób, które mają problem z włosami nadmiernie przetłuszczającymi się.

sobota, 26 stycznia 2013

Kozieradka
- sposób na zmniejszenie wypadania włosów i ich porost?

Niedawno kozieradka stała się hitem urodowej blogosfery. Co prawda już wcześniej zdarzyło mi się trafić na informacje odnośnie pozytywnego wpływu kozieradki na włosy, ale dopiero jej wyjątkowa popularność na innych blogach przekonała mnie do jej regularnego stosowania. Dlaczego?
Ponieważ napar z kozieradki uchodzi ostatnio za swoiste remedium na problem wypadania włosów,
z którym niestety znów przyszło mi się borykać. 
Wcierkę z kozieradki stosuję codziennie już od ponad miesiąca, dlatego myślę, że już najwyższy czas ocenić efekty tej kuracji:-) Zacznę od podania kilku ważnych informacji:

Jak działa kozieradka?
W kozieradce znajdują się alkaloidy, steroidalne saponiny, cholina, lecytyna, witaminy A, B i C oraz sole mineralne i substancje śluzowe. Wpływa ona pozytywnie na pobudzenie stref rozrodczych włosów poprzez zdolność pobudzania syntezy białek, zwiększenie stężenia hemoglobiny oraz liczby erytrocytów we krwi, a tym samym powstrzymuje wypadanie włosów.


Przygotowanie naparu:
Wcierkę przygotowuję poprzez zalanie pełnej łyżeczki nasion kozieradki wrzącą wodą (3/4 szklanki). Całość parzę pod przykryciem. Po wystudzeniu zlewam napar do buteleczki po kuracji wzmacniającej
z rzepą z Joanny (posiada idealny wprost aplikator). Zaparzone nasionka zostają na dnie szklanki, dlatego łatwo można przelać sam napar do butelki. Można także przecedzić całość przez lnianą ściereczkę, ale ja jednak zwykle po prostu zlewam sam płyn do buteleczki, gdyż ta opcja jest o wiele łatwiejsza i szybsza w przygotowaniu. 

Napar wcieram w skórę głowy codziennie wieczorem. Dodatkowo wykonuję przy tym delikatny masaż skalpu, aby pobudzić krążenie. 

Dostępność i cena:
Kozieradkę zwykle można kupić w aptekach lub sklepach zielarskich, w postaci zmielonych nasion. Koszt paczki 50g to ok. 2zł


Moje wrażenia:


Na początku kuracji kozieradką miałam pewien opór podczas jej stosowania, ponieważ napar
z kozieradki bardzo charakterystycznie i intensywnie pachnie, podobnie jak przyprawa Maggi.
Na szczęście na moich włosach ten zapach utrzymuje się maksymalnie do godziny. 

Efekty:
Kozieradka faktycznie działa na włosy bardzo pozytywnie, szczególnie wspomagając ich porost.
Jak już pisałam w poście aktualizacyjnym, w ostatnim miesiącu włosy urosły mi aż o 3cm:-) Z moich obserwacji wynika, że ten niespodziewany przyrost to w dużej mierze zasługa wcierki z kozieradki (chociaż oprócz tego piłam także napar z pokrzywy, łykałam tran oraz rozpoczęłam kurację napojem drożdżowym). 
Jeśli chodzi o wpływ kozieradki na zmniejszenie wypadania włosów to muszę niestety przyznać,
że trochę się na niej zawiodłam. Kozieradka ma tak pozytywne recenzje u innych blogerek w kwestii zlikwidowania wypadania włosów, że wiązałam z nią bardzo duże nadzieje. Ja jednak po całym miesiącu codziennego stosowania kozieradki zauważyłam tylko minimalne ograniczenie wypadania włosów.

Nie mniej jednak uważam, że kozieradaka jest naprawdę wartościowa i polecam ją szczególnie
tym z Was, które chciałyby przyspieszyć porost włosów.
Kurację kozieradką zamierzam kontynuować jeszcze przez miesiąc. Jeśli jednak nadal nie będzie
u mnie efektów w postaci znacznego ograniczenia wypadania włosów, to raczej na tym etapie zakończę moją przygodę z tą wcierką, ponieważ nie zależy mi już zbytnio na przyspieszonym wzroście włosów,
ale na zmniejszeniu ich wypadania i zagęszczeniu czupryny.

środa, 23 stycznia 2013

Aktualizacja włosów - Styczeń


Dzień leci za dniem, a ja mam coraz mniej czasu... Nie mniej jednak czas na kolejną włosową aktualizacje znaleźć się musi:-) Podsumowanie ostatniego miesiąca zwyczajowo rozpocznę od zdjęć porównawczych:

styczeń                                                         grudzień

W ostatnim miesiącu postawiłam przede wszystkim na wzmocnienie włosów u nasady: codziennie wcierałam w skórę głowy napar z kozieradki, piłam pokrzywę, łykałam tran, a w dodatku od dwóch tygodni codziennie „raczę się” napojem drożdżowym:-) Kompleksowe działanie jak najbardziej się opłaciło. Włosów wypada mi mniej, choć niestety nie jest to efekt spektakularny. Pojawiło się sporo nowych włosków, które śmiesznie sterczą mi dookoła głowy niczym antenki:-) A ponadto w ostatnim miesiącu włosy urosły mi aż o 3cm!:-) To mój prywatny rekord:-D Zwykle moje włosy rosną wolno,
bo jedynie 1cm na miesiąc, dlatego te 3cm to dla mnie coś tak niesamowitego;-) Jako że ostatnio podcięłam włosy o 3cm, to ich długość od ostatniej aktualizacji pozostaje taka sama, czyli 66,5cm.

Jeśli chodzi o dbanie o włosy na długości to poza standardową pielęgnacją: szampon – odżywka/maska (najczęściej wykorzystywałam maskę bananową Scandic, wzbogaconą maskę Kallos latte lub maskę domowej roboty), wprowadziłam kilka nowości: oleje migdałowy i musztardowy, płukanki (z naftą kosmetyczną i z dzikiej róży), a także zieloną glinkę.


Moje plany na przyszły miesiąc

Prawdopodobnie niedługo rozpocznę kurację siemieniem lnianym. Kiedyś piłam je z odrobiną cukru
i bardzo mi smakowało. Niestety było to jeszcze przed moim włosomaniactwem, dlatego nie pamiętam czy były jakieś efekty na włosach (na pewno skóra była lepiej nawilżona). Chciałabym więc przeprowadzić pełną 3-miesięczną kurację, tym bardziej, że siemię lniane podobno może
z powodzeniem zastąpić ryby w diecie, a ja jakoś nie przepadam za jedzeniem ryb.

Poza tym zamierzam nadal wewnętrznie wspomagać włosy poprzez picie pokrzywy i napoju drożdżowego, a ponadto chciałabym częściej niż raz w tygodniu olejować włosy (pod tym kątem nadal chcę testować oleje migdałowy i musztardowy).
Oczywiście zamierzam także przeprowadzić kilka „włosowych eksperymentów”, w szczególności płukankowych;-)

niedziela, 20 stycznia 2013

Mix inspiracji cz. 12

Dawno już nie miałam wpisu inspiracyjnego, czas więc szybko nadrobić zaległości;-)

Motywem przewodnim dzisiejszych inspiracji będą piękne miękkie i błyszczące fale, czyli mój ideał fryzurowy;-) Tak zakręcone włosy są po prostu cudowne i ja wprost nie potrafię się na nie napatrzeć. Może i na moich włosach uda mi się kiedyś "wypracować" takie fale, chociaż wolałabym nie używać
w tym celu lokówki. Szczególnie zazdroszczę tym dziewczynom, które mają z natury falowane włosy
- moje są całkowicie proste, a chciałabym takie fale, oj chciałabym...;-)
Póki co pozostaje mi podziwiać piękne zdjęcia:-) 
 

źródło:  http://styl.fm/

czwartek, 17 stycznia 2013

Olej kokosowy
– mój włosowy ulubieniec

Olej kokosowy jest bez wątpienia kolejnym moim włosowym niezbędnikiem, którego używam
już od blisko czterech lat. Mimo tak długiego czasu, jest on zawsze obecny na mojej półce i ciągle
nie mam go dość;-) Cenię go przede wszystkim za jego uniwersalność, piękny zapach i bardzo lekką konsystencję.
Olej kokosowy (masło kokosowe, tłuszcz kokosowy) - olej otrzymywany poprzez tłoczenie i rozgrzanie kopry - twardego miąższu orzechów palmy kokosowej (Cocos Nucifera).

Zawiera dużą ilość nasyconych kwasów tłuszczowych (ok. 90%), w tym: około 44% kwasu laurynowego, do 18% kwasu mirystynowego, 11% kwasu palmitynowego, od 5 do 11% kwasu kaprylowego, od 4 do 9% kwasu kaprynowego, 6% kwasu stearynowego, około 7% kwasu oleinowego, 2% kwasu linolowego i od 0,5 do 1,5% kwasu kapronowego. Zawiera witaminy B1, B2, B3, B6, C, E, kwas foliowy, a także potas, wapń, magnez, żelazo, fosfor i cynk.

Olej kokosowy polecany jest szczególnie do pielęgnacji włosów. Nakładany na włosy doskonale
je pielęgnuje, zapewnia ich odbudowę i ochronę oraz usuwa łupież. Jest idealny dla osób, które mają suche, zniszczone włosy, ze skłonnością do rozdwojonych końcówek.

Olej ten najlepiej sprawdza się w pielęgnacji włosów niskoporowatych. U posiadaczek włosów wysokoporowatych może powodować efekt odwrotny od zamierzonego i wywołać puch. Nie jest to jednak reguła i zdarza się tak, że włosy wysokoporowate bardzo dobrze reagują na olej kokosowy.

Jest idealny do cery suchej i łuszczącej się, swędzącej. Łagodzi objawy związane z łuszczycą, zapaleniem skóry i egzemą. Używany do masażu wspomaga naturalną, równowagę skóry. Zmiękcza skórę zapobiegając jej przesuszeniu oraz łuszczeniu się. Zapobiega zmarszczkom, obwisłej skórze oraz plamkom na ciele. Sprzyja zdrowemu i promiennemu wyglądowi skóry. Dostarcza ochrony przed szkodliwymi skutkami ultrafioletowego promieniowania słonecznego.

Jak stosuję olej kokosowy i jak u mnie działa?

Olej kokosowy stosuję zarówno w pielęgnacji włosów jak i skóry.


Pielęgnacja włosów:

1 Olejowanie włosów.
Olejować można zarówno suche (lub wilgotne) włosy przed myciem, jak i wilgotne po umyciu. Różnica polega jedynie na ilości użytego oleju.

Gdy aplikuję go na włosy przed myciem podgrzewam wcześniej olej aż stanie się płynny i ciepły (ciepły olej znacznie lepiej wnika we włosy). Ostatnio znacznie bardziej odpowiada mi nakładanie oleju na wilgotne włosy (uprzednio spryskane sporą ilością wody źródlanej albo mgiełki aloesowej) niż na suche. Włosy są dzięki temu lepiej nawilżone i wygładzone, a sam olej lepiej się zmywa i nie trzeba go nakładać tak dużo jak w przypadku włosów suchych. Aby olej zadziałał jeszcze lepiej dobrze jest owinąć włosy folią spożywczą, a później  dodatkowo ciepłym ręcznikiem. Po minimum 30 min można zmyć olej (ja najczęściej myję włosy po 2h).

Olej kokosowy dobrze wnika we włosy i odżywia je. Jest znacznie lżejszy niż większość olei, dzięki temu jest o wiele łatwiejszy w aplikacji i zmywaniu.

Na skórę głowy zwykle nakładam mieszankę oleju kokosowego z rycynowym, aby nie tylko odżywić skórę głowy ale i pobudzić włosy do wzrostu.

Nakładając olej kokosowy na włosy po umyciu wystarczy rozetrzeć odrobinę oleju w dłoniach i nałożyć go na włosy. Trzeba bardzo uważać, aby nie przesadzić z ilością oleju i nie nakładać go na włosy u nasady, bo niestety nietrudno włosy przetłuścić. I chociażby z tego względu znacznie częściej wybieram opcję olejowania włosów przed myciem.

2 Zabezpieczanie końcówek przed rozdwajaniem się
Najlepszy znany mi sposób to roztarcie w dłoniach niewielkiej ilości olejku kokosowego (dosłownie odrobiny) i nałożenie go po umyciu jedynie na końce włosów. Potem dodatkowo warto zabezpieczyć końcówki jakimś silikonowym serum (np. CHI czy Biovax).

3 Dodawanie oleju kokosowego do masek.
Olej kokosowy często dodaję do masek domowej roboty lub wzbogacam nim gotowe maski, które za słabo nawilżają włosy. Jeśli maskę stosuję przed myciem włosów to dodaję do niej więcej olejku, jeśli zaś po myciu to wtedy oleju kokosowego dodaję maksymalnie pół łyżeczki, aby nie przetłuścić włosów.



Pielęgnacja skóry:

1 Po kąpieli jako oliwka do ciała
Szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Skóra jest dobrze nawilżona i gładka.

2 Do mycia twarzy metodą OCM
Olej kokosowy w połączeniu z olejem rycynowym dobrze oczyszcza skórę twarzy, nawilża i nie zapycha.

3 Jako dodatkowe odżywienie skóry twarzy na noc.
Niewielką ilością olejku smaruję twarz po jej uprzednim nawilżeniu lekkim kremem. Skóra dzięki temu jest gładka, jędrna i odpowiednio nawilżona.

Olej kokosowy można także dodawać do kremów do twarzy czy balsamów do ciała. Wg. mnie jest on świetną alternatywą dla klasycznej oliwki do ciała, która zwykle jest bardzo tłusta.


Jaki olej wybrać?

Najwartościowszy jest olej tłoczony na zimno i nierafinowany


Mój pierwszy olej kokosowy wyglądał tak (zdjęcie po prawej).

Nie wiem jednak czy był to olej tłoczony na zimno, pamiętam tylko, że wcale nie pachniał.




Jednak o wiele lepszy i przyjemniejszy w stosowaniu (pięknie pachnie) jest olej kokosowy firmy Efavit.






poniedziałek, 14 stycznia 2013

Naturalny haul włosowy

Dziś chciałabym Wam pokazać kilka moich nowych włosowych nabytków:-) 

W związku z tym, że zwłaszcza w okresie zimowym moje włosy uwielbiają oleje, doszłam do wniosku,
że właśnie zima jest idealnym czasem na testowanie nowych produktów oleistych. Przy wyborze olei kierowałam się głównie wielkością ich cząsteczek, ponieważ ciągle staram się ustalić porowatość moich włosów, co wcale nie jest takie proste. Ze względu na to, że olej kokosowy stosuję już od dawna
i na moich włosach sprawdza się całkiem dobrze (jest skierowany do włosów niskoporowatych), to teraz chciałabym przetestować oleje, które mają większe cząsteczki i nadają się do włosów średnio -
i wysokoporowatych. Ostatecznie mój wybór padł na olej migdałowy i olej musztardowy.




Olej migdałowy - to lekki i łatwy w aplikacji i zmywaniu olej. Podobno świetnie sprawdza się w pielęgnacji suchych włosów i skóry, dlatego też oprócz standardowego olejowania włosów, zamierzam go także regularnie stosować
w pielęgnacji twarzy (np. zamiast kremu na noc) oraz ciała (po kąpieli albo jako dodatek do balsamu). 

Zawiera około 70% kwasu oleinowego i 30% kwasu linolowego, witaminy A, B1, B2, B6 i E, minerały wapń, magnez. 
Olej ze słodkich migdałów firmy KTC kupiłam za 18zł/300ml






Olej musztardowy - jest pozyskiwany z nasion gorczycy. Ma intensywny zapach musztardy, który na początku trochę mnie odstraszył, ale chyba można się do niego przyzwyczaić. Olej ten działa rozgrzewająco, pobudza mikrokrążenie, dzięki czemu cebulki włosów są lepiej odżywione
i wzmocnione. Zamierzam go stosować głównie na skórę głowy. 

Olej musztardowy zawiera witaminy PP, H, F, B1, żelazo, fosfor, potas
i wapń.
Cena: 14zł/250ml




Dodatkowo nabyłam jeszcze dwie herbatki owocowe, które zamierzam wykorzystywać jako płukanki
do włosów (są zakwaszające).



Hibiskus - zmniejsza wypadanie włosów, zapobiega powstawaniu łupieżu, nadaje włosom lekkość i delikatność. Wzmacnia kolor włosów (może nieco barwić, gdyż posiada intensywny czerwony kolor) i ich połysk.
Cena: 4,50zł



Dzika róża - wzmacnia włosy suche i łamliwe, sprawia, że stają się bardziej elastyczne i błyszczące.
Cena: 4,50zł



Ostatni produkt, który będę testować w najbliższym czasie to zielona glinka, którą wygrałam w rozdaniu na blogu Śliwki Robaczywki.



Glinka zielona - przeznaczona jest przede wszystkim do pielęgnacji skóry tłustej i mieszanej oraz przetłuszczających się włosów, oczyszcza i reguluje pracę gruczołów łojowych. Zamierzam jej przede wszystkim używać jako maseczki
do twarzy i do oczyszczania włosów.
Cena: 7zł/100g




Przyznam szczerze, że jestem bardzo ciekawa działania w/w produktów i mam nadzieję, że moje włosy
i skóra je polubią;-)

A Wy miałyście któryś z tych produktów?
Jeśli tak, to napiszcie proszę w komentarzach jak się u Was sprawdzają;-) 

sobota, 12 stycznia 2013

Płukanka z naftą kosmetyczną
- na błyszczące i miękkie włosy


Po dość długiej przerwie przyszedł dla mnie czas na kolejną serię płukankowych eksperymentów:-)
Jak już wielokrotnie pisałam na blogu płukanki to moja ulubiona forma pielęgnacji włosów i stosuję ją
po każdym standardowym ich myciu i odżywianiu. Dlaczego? Ponieważ płukanki domykają łuski włosów, dzięki czemu dobrze odbijają światło i pięknie błyszczą:-) Poza tym dzięki odpowiednim płukankom moje włosy są miękkie i puszyste (ale nie napuszone).


Kolejne testy różnych możliwości płukankowych rozpoczęłam od tytułowej płukanki z naftą kosmetyczną, ale w planach mam już co najmniej kilka kolejnych;-) Już po kilkukrotnym zastosowaniu płukanki stwierdzam, że zostanie ona moim osobistym hitem;-)

Jak przygotowałam płukankę?
Do 0.5l letniej wody dodałam 2-3 krople nafty kosmetycznej (teraz mam naftę z witaminami A+E,
ale to chyba jest bez większego znaczenia z jakimi jest dodatkami). Taką mieszankę użyłam
do ostatniego płukania włosów. Należy jednak starać się omijać skórę głowy, gdyż nafta może
ją podrażnić. Trzeba także pamiętać, aby przed zastosowaniem płukanki nałożyć na włosy odżywkę
o bogatszym składzie lub maskę, ponieważ sama nafta może nieco przesuszyć nam włosy (zwłaszcza jeśli przesadzimy z jej ilością).

Efekty po zastosowaniu tej płukanki są świetne:-) Włosy lśnią, są miękkie, sypkie i pełne objętości:-) Jestem pewna, że tą płukankę będę stosować regularnie na zmianę z innymi, np. z octem jabłkowym. 

Nafta kosmetyczna z różnymi dodatkami jest dostępna tutaj.

środa, 9 stycznia 2013

Drożdże piwne – na piękne włosy i skórę



O imponujących efektach picia drożdży słyszałam wielokrotnie, na mnie jednak napój drożdżowy
od zawsze działał tak odpychająco, że nie udało mi się przeprowadzić tej kuracji na sobie:-/
Dlatego też szukałam jakiejś alternatywy dla klasycznego spożywania drożdży i trafiłam na opcję łykania tabletek z drożdży piwnych, które podobno są znacznie wartościowsze niż drożdże piekarnicze.
Drożdże piwowarskie to produkt uboczny w produkcji piwa; są bogatym źródłem witamin z grupy B,
a ponadto znajdziemy w nim także: biotynę, cynk, fosfor, magnez, potas, żelazo, selen oraz chrom.

Witaminy z grupy B – regulują pracę gruczołów łojowych (zmniejszają przetłuszczanie się skóry i pomagają w walce z trądzikiem), poprawiają mikrokrążenie w skórze głowy, odżywiają i wzmacniają włosy, przeciwdziałają wypadaniu włosów i przyspieszają ich porost.

Biotyna (witamina H) – stymuluje syntezę kreatyny – białka służącego do budowy wnętrza włosa, zapobiega wypadaniu i siwieniu  włosów.

Cynk – zapobiega osłabieniu włosów, uczestniczy w tworzeniu keratyny, reguluje pracę gruczołów łojowych skóry głowy.

Fosfor – wzmacnia włosy oraz odpowiada za ich porost i wzrost. Dzięki niemu włosy są sprężyste
i elastyczne. Nie cierpią też na łupież czy łojotok.

Magnez – zapobiega wypadaniu włosów.

Potas – jego niedobór objawia się zmatowieniem włosów oraz nadmiernym przetłuszczaniem
lub przesuszeniem włosów.

Żelazo – zapobiega wypadaniu włosów.

Selen – jest doskonałym przeciwutleniaczem, opóźnia procesy starzenia, ma wpływ na elastyczność
i sprężystość włosów, pomaga w leczeniu łupieżu.

Chrom – wzmacnia i regeneruje skórę, włosy i paznokcie.

Suplementacja tabletkami drożdżowymi zalecana jest przy diecie odchudzającej, w stanach zmęczenia
i osłabienia, w walce z bólami migrenowymi, chorobami układu krążenia, w leczeniu bezsenności
i w łagodzeniu nerwów. Drożdże piwne poprawiają koncentrację, wzmacniają skórę, włosy i paznokcie.

Efekty
 
Tabletki z drożdżami piwnymi brałam codziennie przez miesiąc.
Cena tabletek nie jest wysoka, za 200szt. płacimy ok. 10zł.
Niestety dla mnie największą wadą tego suplementu jest dawkowanie: 3-5 tabl. 3 razy dziennie, czyli przy najmniejszej dawce i tak trzeba łykać 9 tabletek dziennie…:-/
Jednak efekty kuracji okazały się całkiem niezłe: 

- Stan cery znacząco mi się poprawił (chociaż przed kuracją nie miałam jakiś wielkich problemów z trądzikiem), stała się miękka i gładka, a ewentualne wypryski pojawiały się sporadycznie

- Paznokcie także mi się wzmocniły i przestały się rozdwajać. 

 -Włosy trochę szybciej rosły i ograniczyło się ich wypadanie, zmniejszyło się także przetłuszczanie skóry głowy.

Mimo pozytywnych efektów nie wiem czy jeszcze kiedyś ponowię kurację. Ilość tabletek, które trzeba łykać
jest jak dla mnie przesadą i do tego trzeba pamiętać o tym, aby brać je po śniadaniu, po obiedzie i po kolacji, co także jest dość uciążliwe.

*********
Ostatnio jednak postanowiłam się przemóc i rozpocząć kurację napojem z drożdży piekarskich. Podstawową zaletą tego sposobu jest fakt, że wystarczy pić go raz dziennie. Większość dziewczyn pijących drożdże zauważyło tak pozytywne efekty, że mimo odpychającego mnie smaku i zapachu drożdży postanowiłam przeprowadzić pełną miesięczną kurację. Jestem bardzo ciekawa, czy faktycznie drożdże piwne są lepsze
od piekarskich;-) Jeśli wytrwam, to na pewno za miesiąc się o tym przekonam;-)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...