środa, 17 października 2012

Piwo w pielęgnacji włosów


Uwielbiam wszelkiego rodzaju piwne kosmetyki do włosów – szczególnie szampony. Być może
po części dlatego, że niejednokrotnie nasłuchałam się o tym, jak w dawnych czasach ludzie myjąc włosy szamponami piwnymi mieli ponoć bardzo bujne czupryny:-) Słyszałam, że ponoć firma Pollena była producentem takiego szamponu. Ciekawa jestem, jaki dokładnie skład miał ten szampon i nawet dość długo poszukiwałam wszelakich informacji na ten temat, ale nic nie znalazłam. Ale w sumie co się dziwić – w końcu używano go jakieś 20 – 30 lat temu. Nie wiem, czy piwo działa jakoś na zmniejszenie wypadania włosów i ich porost, ale w sumie powinno – ze względu na witaminy z grupy B i chmiel.
Wiem za to z autopsji, że szampony z piwem w składzie dodają objętości, puszystości i miękkości włosom – i właśnie za to tak bardzo je lubię:-)

Co zawiera piwo i jak działa na włosy?
Składnikami piwa, które posiadają właściwości pielęgnujące są chmiel i zboża. Wyciąg z chmielu
jest bogaty w olejki eteryczne, garbniki i flawonoidy. Działa wzmacniająco na włosy zmniejszając
ich przetłuszczanie. Przyspiesza podziały zachodzące w cebulkach włosowych oraz łagodzi podrażnienia skóry głowy - dlatego stosuje się go do produkcji szamponów i odżywek do włosów. Piwo poprawia również połysk włosów i ułatwia ich układanie. Najczęściej zaleca się przepłukanie włosów piwem w trakcie mycia - już po dokładnym spłukaniu szamponu. Czynność ta, powtarzana regularnie, dodatkowo zapobiega przetłuszczaniu się włosów.


Do tej pory wypróbowałam szampon piwno-miodowy Logony i tataro-chmielowy Barwy (ten co prawda nie ma w składzie piwa, a jedynie chmiel, ale działanie ma podobne, dlatego zaliczam go do piwnych szamponów).
Kiedyś sprawdzałam składy kilku szamponów piwnych i zauważyłam, że właściwie poza samym piwem
i detergentami, w takich szamponach nie ma innych wartościowych substancji. I wtedy mnie olśniło:-) Pomyślałam, że do zwykłego szamponu można dodać wygazowanego piwa i tym samym wypróbować supertani domowy piwny szampon. Niewiele się więc zastanawiając wzięłam kieliszek piwa i odstawiłam na jakiś czas, aby alkohol wyparował, a następnie dodałam do szamponu w proporcji 1:2, czyli jedna część piwa na dwie części szamponu. Zrobiłam dość małą porcję, żeby zdążyć go zużyć zanim zacznie się psuć.

Efekty: Szampon bardzo dobrze się pienił. Włosy są dobrze oczyszczone, miękkie i puszyste.
Efekt jest podobny do działania sklepowych piwnych szamponów, co bardzo mi odpowiada.

Po udanym eksperymencie z szamponem, postanowiłam iść za ciosem i wypróbować piwo w wersji płukankowej. Co prawda piwo może nieco rozjaśnić włosy, ale myślę, że używane od czasu do czasu nie powinno zrobić krzywdy, co najwyżej może dodać włosom nieco cieplejszych refleksów.
Ja oczywiście nie mogłam nie wypróbować piwnej płukanki:-) Wzięłam pół szklanki wygazowanego piwa i wymieszałam ze szklanką letniej wody. Użyłam do ostatniego płukania włosów.

Efekty: Włosy są miękkie, puszyste i pełne objętości. Spodziewałam się lekkiego usztywnienia włosów, ale nic takiego (jak dla mnie na szczęście) nie miało miejsca. Być może jest to dodatkowa zasługa odżywki z Garniera z awokado, którą nałożyłam przed użyciem płukanki.  

Efekty obu tych eksperymentów mnie zadowalają, choć opcja użycia szamponu piwnego jest na pewno wygodniejsza – a działanie jest w sumie podobne, dlatego na pewno częściej będę używać szamponu piwnego. Jeśli chodzi o sam zapach piwa, to bez względu na to czy użyjemy go jako płukankę
czy dodamy do szamponu, bardzo szybko się ulatnia i nie czuć go później na włosach.


Pozostaje jeszcze kwestia samego piwa, jakie wybrać?
Na pewno najlepsze jest piwo niepasteryzowane i niefiltrowane. Takie piwo zachowuje wszystkie swoje wartości i jest prawdziwą bombą witaminową. Ciężko jednak takie piwo kupić, gdy nie mieszka się blisko jakiegoś małego browaru, który takie piwo sprzedaje (np. Spiż we Wrocławiu). Tym bardziej,
że takie piwo ma krótki okres przydatności – do 3 tygodni, dlatego też nie opłaca się go rozlewać
do butelek i puszek i sprzedawać w zwykłych sklepach. Ja musiałam się niestety zadowolić zwykłym sklepowym piwem. Wybrałam Kasztelana niepasteryzowanego. Nie liczę jednak na to, że jest to piwo bardzo wartościowe. Piwo z napisem „niepasteryzowane” na etykiecie, to niestety tylko chwyt marketingowy wielkich browarów. Takie piwo mimo iż rzeczywiście nie jest pasteryzowane (zanurzane
w wodzie o temperaturze 70 stopni Celsjusza w celu zabicia bakterii, które powodują, że piwo szybko się psuje), ale jest za to poddawane filtracji. Tak czy siak efekt jest praktycznie ten sam – razem
z mikroorganizmami, piwo traci także większość wartości odżywczych. Koniec końców chyba
nie ma więc większego znaczenia, które z tych sklepowych piw wybierzemy.

Nie mniej jednak warto wykorzystywać piwo w kosmetyce. Ja bardziej preferuję szampon piwny
niż płukankę, ale warto wypróbować obu opcji. A jeśli nie chcemy stosować domowych mieszanek piwnych to warto przynajmniej sięgnąć po piwne szampony – praktycznie po żadnych innych szamponach moje włosy nie były tak lekkie i puszyste, dlatego też ja zawsze muszę mieć pod ręką jakiś szampon piwny;-) 

5 komentarzy:

  1. robiłam sobie raz taką płukankę z piwa i ładnie mi po nim kłaki lśniły :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy post :) Kiedyś już słyszałam o płukankach piwnych, ale nie wypróbowałam jak na razie z powodu strachu przed piwnym zapachem...skoro piszesz, że takowy zapach się nie utrzymuje na włosach to pewnie wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja użyłam wygazowanego po myciu, nierozcieńczonym spłukałam włosy i nałożyłam odżywkę d/s. Na to czepek i ręcznik. Po godzinie spłukałam. Blask i miękkość robiły wrażenie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa propozycja zmieszania szamponu z piwem, już nie mogę się doczekać jutra by to wypróbować ;]
    Co do płukanki niestety moim włosom nie odpowiada ;/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy dodany komentarz:-)
Anonimowych użytkowników proszę o podpisywanie się w komentarzu.
Komentarze uznane przeze mnie za obraźliwe lub będące reklamą będą usuwane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...