Wiosna
już prawie za pasem, warto więc odżywić i wzmocnić nasze włosy, które przez
kilka ostatnich miesięcy były skrywane pod czapką i narażone na mrozy. Ponieważ
właśnie w okresie wiosennym często borykamy się z problemem nadmiernego
wypadania włosów to jest to bardzo dobry czas na wszelakie kuracje wzmacniające.
Starajmy się więc dobrze odżywiać i wspomagać włosy od wewnątrz np. pijąc napar
z pokrzywy (lub skrzypokrzywę) czy zażywając dodatkowe suplementy. Warto też
sięgnąć po wcierki do skóry głowy, które dodatkowo wspomogą wzrost włosów
i
pomogą zahamować ich wypadanie. Ja postanowiłam wiosenną pielęgnację włosów
wzbogacić dodatkowo
o intensywnie odżywczą maseczkę domowej roboty, która nie
tylko poprawia stan włosów, ale także wzmacnia ich cebulki.
Składniki:
3 żółtka
1,5 łyżki oleju kokosowego
1,5 łyżki oleju migdałowego
1 łyżeczka oleju rycynowego
3 łyżki miodu
1 łyżka soku z cytryny
Maseczkę
nakładałam na suche włosy, ale wydaje mi się, że znacznie lepszym sposobem
byłoby nakładanie jej
na wilgotne włosy (niestety miód bardzo skleja suche
włosy, co utrudnia aplikację, ale w przypadku mokrych włosów tego problemu nie
powinno być).
Mieszankę
trzymałam na głowie pod foliowym czepkiem i ręcznikiem przez godzinę. Po
upływie tego czasu, włosy umyłam szamponem i na moment nałożyłam odżywkę.
Dlaczego wybrałam
właśnie takie składniki?
Olej migdałowy - zawiera głównie kwasy: oleinowy (60-70%) i linolowy (20-30%), sporo
witamin: A, B1, B2, B6, D, E i składników mineralnych.
Olej migdałowy bardzo dobrze sprawdza
się w pielęgnacji włosów matowych, suchych i zniszczonych.
Dzięki niemu odzyskają witalność i blask. Polecany jest szczególnie dla włosów
średnioporowatych, choć i u innych typów może się bardzo dobrze sprawdzić.
Olej kokosowy - zawiera dużą ilość
nasyconych kwasów tłuszczowych (ok. 90%), w tym: około 44% kwasu laurynowego,
do 18% kwasu mirystynowego, 11% kwasu palmitynowego, od 5 do 11% kwasu
kaprylowego,
od 4 do 9% kwasu kaprynowego, 6% kwasu stearynowego, około 7%
kwasu oleinowego, 2% kwasu linolowego
i od 0,5 do 1,5% kwasu kapronowego.
Zawiera witaminy B1, B2, B3, B6, C, E, kwas foliowy, a także potas, wapń,
magnez, żelazo, fosfor i cynk.
Olej kokosowy
polecany jest szczególnie do pielęgnacji włosów. Nakładany na włosy doskonale je pielęgnuje, zapewnia ich odbudowę i ochronę oraz usuwa łupież. Jest idealny dla
osób, które mają suche, zniszczone włosy, ze skłonnością do rozdwojonych
końcówek.
Olej rycynowy - wykazuje wysokie powinowactwo do keratyny –
głównego budulca włosów. Wzmacnia
włosy, zmniejsza ich wypadanie, nabłyszcza, regeneruje i chroni je przed
niszczącym działaniem czynników zewnętrznych.
Żółtko - to przede wszystkim
źródło protein, czyli budulca włosów. Zawiera witaminy A i E, D, PP
oraz
witaminy z grupy B (m.in. kwas foliowy), jest też cennym źródłem łatwo
przyswajalnego żelaza, wapnia, cynku, potasu, fosforu, magnezu oraz sodu. W
żółtku znajdują się także spore ilości nienasyconych kwasów tłuszczowych.
Miód - zawiera
witaminy z grupy B, a także witaminy A, C i K oraz ok. 30 składników
mineralnych. Najważniejsze z nich to żelazo, mangan, kobalt i magnez.
Szczególnie cenne jest żelazo - przywraca połysk, nawilża regeneruje,
wygładza.
Cytryna - wygładza włosy,
dodaje blasku i wzmacnia ich elastyczność. Zawiera witaminy
A, B1, B2, B3
oraz spore ilości witaminy C.
Olej
migdałowy i kokosowy to jedne z najlepszych olei dla moich włosów, dlatego
właśnie je dodałam do maseczki,
ale jeśli ktoś ma włosy wysokoporowate to
lepiej mógłby się sprawdzić olej lniany czy z pestek winogron. Jeśli chodzi
o
olej kokosowy to ja użyłam Vatiki, bo taki akurat miałam pod ręką, ale równie
dobrze sprawdziłby się czysty olej kokosowy.
Efekty:
Włosy są po tej maseczce bardzo
miękkie, sypkie, gładkie i dobrze się układają.
Do tego pięknie błyszczą i są
dobrze nawilżone oraz łatwe do rozczesania.
Efekt
na tyle mi się spodobał, że zrobiłam trochę zdjęć moich włosów po użyciu tej
maseczki:
Zdecydowanie
muszę częściej wykonywać taką maseczkę, np. raz w tygodniu. Zastanawiam się
także nad dodaniem
do tej maseczki owocu awokado albo siemienia lnianego. Gdy
wypróbuję nowe kombinacje to na pewno zdam Wam relację z rezultatów;-)