Od
dłuższego czasu planowałam zrobić sobie naturalną wcierkę do skóry głowy.
Dotychczas stosowałam tylko gotowe produkty tego typu z różnym powodzeniem.
Zawsze jednak miałam wrażenie, że czegoś tym produktom brak: albo miały sporo
niezbyt fajnych składników, albo zbyt małe ilości substancji czynnych, albo po
prostu w ich składzie nie było ekstraktów roślin, które chciałabym wypróbować.
Tak więc zrodził się w mojej głowie pomysł samodzielnego wykonania wcierki.
Składniki
Wybranie
odpowiednich składników było dla mnie sprawą kluczową. Oczywiście zależało mi
głównie
na tym, aby wcierka powstrzymywała wypadanie oraz stymulowała wzrost
nowych włosów. Dodatkowym kryterium była chęć wypróbowania skutecznych
składników, których raczej brak w gotowych produktach.
- Pierwszym składnikiem, którego działanie
chciałam sprawdzić był aloes.
Aloes jest jedną z
najbardziej wartościowych roślin. Zawiera mnóstwo witamin i makroelementów,
m.in. witaminy A, B2 i C, pierwiastki: miedź, magnez, cynk; także witaminy zatrzymujące wodę. Dzięki temu aloes pobudza uśpione mieszki włosowe i dostarcza
bodźców do wzrostu nowych włosów. Sok aloesowy jest także substancją
grzybobójczą, zapobiega pojawieniu się
łupieżu.
Tyle
naczytałam się o jego cudownych właściwościach, że zdecydowanie musiałam go
przetestować
na sobie. A gdy zobaczyłam, że w składzie produktów przeciw
wypadaniu włosów dla mężczyzn
(np. szampon DX2), aloes jest właściwie główną
substancją czynną, to zdecydowałam, że w mojej wcierce aloesu na pewno będzie
dużo:-)
- Następnie sięgnęłam po pokrzywę.
Pokrzywa zawiera witaminę C, K,
B i kwas pantotenowy, flawonoidy, olejek eteryczny, acetylocholinę, kwas
krzemowy i mrówkowy oraz histaminę. Pokrzywa jest także źródłem drogocennych
składników mineralnych, takich jak: żelazo, magnez, wapń, mangan, krzem.
Pokrzywa pomaga przy włosach
wypadających, przetłuszczających się i z łupieżem. Zmniejsza napięcie skóry
głowy i poprawia krążenie.
Od
czasu, kiedy po raz pierwszy przeczytałam o właściwościach pokrzywy (w książce
„Apteka Pana Boga”, gdzie autorka opisuje wspaniały wpływ pokrzywy na porost
włosów i ich kondycję),
piję ją regularnie, często także robiłam sobie płukanki
na bazie tego zioła (chociaż w tej formie preferuję świeżą roślinę). Ponieważ
jednak chciałabym przekonać się o jej działaniu bezpośrednio na cebulki włosów,
postanowiłam wybrać możliwie najbardziej wartościową jej formę – sok.
- Kolejne dwa składniki, których użyłam to tatarak
i szałwia.
Tatarak - od wieków
jest używany jako środek hamujący wypadanie włosów. Ma działanie odżywcze oraz
poprawia ukrwienie skóry głowy. Wyciągi z tataraku wcierane w skórę
głowy i włosy wzmacniają pasma oraz wspomagają
leczenie łupieżu.
Szałwia – zawiera witaminy A, C,
witaminy z grupy B, minerały, takie jak wapń, magnez, potas, sód, cynk i
żelazo. Szałwia obfituje także w lotne olejki i fitozwiązki, m.in.: kwas
rozmarynowy, kamforę, taniny i flawonoidy.
Szałwia odżywia
skórę głowy, poprawia krążenie krwi i przyspiesza porost włosów;
przeciwdziała przedwczesnemu siwieniu, wypadaniu
włosów, nadmiernemu przetłuszczaniu się włosów i łupieżowi.
- Ostatnie
składniki to gliceryna
– która nawilża i odżywia włosy oraz witamina E – naturalny
konserwant i silny przeciwutleniacz.
Proporcje
Chciałam,
aby wcierka była w ilości niewiększej niż 100ml. Po pierwsze dlatego, aby
szybko ją zużyć, gdyż takie kosmetyki mają dość krótki termin przydatności, a
nie chciałam jej wylewać, gdy się zepsuje. Po drugie, aby w całości zmieściła
mi się do buteleczki z aplikatorem po kuracji wzmacniającej
z Joanny.
Tak
wyglądały proporcje składników:
30ml soku z aloesu
30ml soku pokrzywowego
30-40ml skoncentrowanego naparu z szałwii i tataraku
5 kropel gliceryny
3 krople witaminy E
Wykonanie
Najpierw
2 łyżeczki kłącza tatarku zalałam 100ml zimnej wody i odstawiłam na noc. Rano całość
przelałam do małego garnka, dolałam nieco wody i doprowadziłam prawie do
wrzenia. Następnie wywar zestawiłam z ognia i dorzuciłam do niego dwie torebki
szałwii. Pozostawiłam pod przykryciem
do wystygnięcia. Na koniec wywar
przecedziłam i odmierzyłam jakieś 30ml płynu (resztę użyłam jako płukanki do
włosów). Do tego dodałam pozostałe składniki. Na koniec całość przelałam do
buteleczki
i dość mocno wstrząsnęłam, aby składniki dobrze się wymieszały. Przechowuję
w lodówce.
Wcierkę
aplikuję na skórę głowy codziennie, wykonując przy tym delikatny masaż skóry
głowy. Zapach ma typowo ziołowy, ale mi to akurat wcale nie przeszkadza. Póki
co nie wypowiem się jeszcze na temat jej konkretnego działania, ponieważ
stosuję ją zaledwie od kilku dni. Za jakiś miesiąc zamierzam zdać Wam pełną
relację z efektów:-)
A
Wy robiłyście sobie kiedyś wcierki do skóry głowy? Jeśli tak to chętnie się
dowiem czego używałyście i jakie były efekty:-)