Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patenty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patenty. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 kwietnia 2015

Jak stosować ziołowe płukanki wzmacniające
bez obaw o przesuszenie włosów?

Gdy zamieszczam na blogu wpisy o płukankach ziołowych prawie zawsze przynajmniej jedna z Was wyraża obawę o wysuszające działanie takich płukanek. W związku z tym, dzisiaj zamierzam podzielić się z Wami moimi prostymi sposobami na to, jak sprawić, by płukanka nie wysuszała nam włosów:-)
 
Wiele ziół wzmacniających włosy (np. pokrzywa, mydlnica, tatarak, łopian) ma działanie ściągające, w związku z czym, choć działają bardzo pozytywnie na skalp (przeciwdziałają wypadaniu włosów, pomagają pozbyć się łupieżu itd.) to jednak mogą przesuszać włosy na długości, szczególnie, gdy są często stosowane. Jak sobie z tym radzić? Nie, wcale nie musimy omijać ziołowych płukanek szerokim łukiem;-)

piątek, 20 marca 2015

Odżywka przed myciem włosów II

Zgodnie z zapowiedzią, dziś przedstawię Wam moją nową miksturę:-) Olej kozieradkowy z henną, o którym pisałam tutaj postanowiłam wykorzystać jako dodatek do drugiej wersji mojej odżywki stosowanej przed myciem włosów.


Pierwszą wersję tej odżywki zrobiłam już dwa lata temu. Od tamtego czasu zużyłam kilka butelek tej właśnie odżywki i zawsze byłam bardzo zadowolona. Potem jakoś o niej zapomniałam, ale kiedy mój olej DIY był już gotowy postanowiłam odświeżyć wcześniejszy przepis. Zależało mi przede wszystkim na tym, by wykorzystując co ciekawsze produkty, które mam akurat na stanie, zrobić odżywkę troszkę bogatszą i cięższą niż jej poprzednia wersja.

czwartek, 18 grudnia 2014

DIY prosty i tani spray dodający włosom objętości

Dziś chciałabym się z Wami podzielić przepisem na spray domowej roboty, który nie tylko dodaje włosom objętości, ale także powoduje, że szczególnie falowane włosy zyskują lepszy skręt. Przygotowanie spray’u zajmuje chwilę, a jego składniki są ogólnodostępne i praktycznie nic nie kosztują. 


sobota, 9 listopada 2013

Odżywka przed myciem włosów

W okresie jesienno – zimowym moje włosy zwykle stają się trudniejsze w pielęgnacji: zaczynają się elektryzować, łatwiej o ich przesuszenie szczególnie na końcach, stają się też bardziej matowe. Dlatego też właśnie w tym okresie sięgam po bardziej odżywcze i ochronne kosmetyki oraz niezawodne naturalne sposoby nawilżania i odżywiania włosów – szczególnie uwielbiam działanie maseczki z siemienia lnianego:-)

Ostatnio jednak pomyślałam, że moim włosom przydałoby się dodatkowe wsparcie w postaci odżywki nakładanej przed myciem włosów. Niewiele się zastanawiając postanowiłam zrobić ją sobie sama:-)



Składniki:

150ml wody różanej
0,5 łyżeczki olejku Sesa
7 kropel gliceryny
1 łyżeczka oleju migdałowego
1,5 łyżeczki odżywki do włosów


Bazą mojej odżywki jest woda różana – przede wszystkim rozrzedza całą mieszankę, zależało mi
na tym, by odżywka była dość lekka mimo olejków. Dodatkowo woda różana ma także delikatne działanie nawilżające.
Wybrałam olejki Sesa i migdałowy, gdyż są lekkie, a moje włosy je uwielbiają. Podstawą Sesy jest olej kokosowy, który w połączeniu z bogactwem roślinnych ekstraktów sprawia, że moje włosy są błyszczące. Olej migdałowy ciągle darzę szczególnymi względami – żaden stosowany do tej pory przeze mnie olej tak cudownie nie nawilżał moich włosów.
Do mieszanki dodałam także glicerynę, która dodatkowo nawilża włosy.
Odżywka spełniła w tej mieszance głównie rolę emulgatora. Użyłam odżywki Nivea long repair, ponieważ dobrze służy moim włosom i nie obciąża ich.



Stosowanie



Odżywkę przelałam do butelki ze spryskiwaczem, który ułatwia aplikację. Kosmetyk nakładam przynajmniej kilkanaście minut przed myciem włosów (od ucha w dół). Potem myję włosy jak zwykle – skupiam się przede wszystkim na oczyszczaniu skóry głowy i włosów u nasady, spływająca piana
i tak delikatnie oczyści całe włosy. Następnie nakładam na kilka minut odżywkę lub maseczkę.
Do ostatniego płukania włosów najczęściej wybieram płukankę z octem jabłkowym.



Efekty

Co tu dużo pisać - taka pielęgnacja po prostu bardzo służy moim włosom:-) Są idealnie nawilżone, błyszczące i dociążone. Końcówki są w dobrym stanie i nawet nie potrzebują już dodatkowej ochrony (choć nadal staram się nakładać na nie odrobinę serum silikonowego).


Jeśli więc macie problem z suchością włosów polecam
zrobienie sobie takiej odżywki;-)

niedziela, 10 lutego 2013

Kozieradkowy patent na objętość włosów

Napar z nasion kozieradki wcieram w skórę głowy codziennie już od ponad miesiąca.
O efektach kuracji pisałam tutaj. Dziś chciałabym się z Wami podzielić sposobem na zwiększenie objętości włosów, który jest bardzo prosty i odkryłam go zupełnie przypadkiem.


Wcierając w skórę głowy kozieradkę można zauważyć, że nieco podnosi ona włosy u nasady.
Efekt jest jednak niestety minimalny (przynajmniej na moich włosach). Udało mi się jednak znaleźć sposób, na to, aby spotęgować działanie kozieradki.

Ponieważ ostatnio byłam trochę przeziębiona, to po nałożeniu naparu z kozieradki na włosy musiałam użyć suszarki, aby je wysuszyć. Gdy włosy były już suche, zauważyłam, że są uniesione u nasady,
a ich objętość była znacznie większa niż zwykle:-) Okazało się, że ciepło niejako aktywuje kozieradkę, która pod jego wpływem dodaje objętości moim włosom:-)


Jak uzyskuję zwiększoną objętość włosów z użyciem naparu z kozieradki:

1. Najpierw wcieram sporą ilość naparu z kozieradki w skórę głowy i włosy u nasady. Potem dodatkowo spryskuję naparem włosy do ok.10cm od nasady (włosy przed użyciem kozieradki powinny być suche).

2. Następnie dokładnie suszę włosy ciepłym nawiewem suszarki z głowa skierowaną ku dołowi.


Efekt: Włosy są fajnie odbite od nasady, ich objętość jest wyraźnie większa, dobrze się układają.


Myślę, że zwiększenie objętości włosów to bardzo pozytywny efekt uboczny kozieradkowej kuracji,
który dodatkowo motywuje mnie do kontynuowania wcierania naparu w skórę głowy przez następny miesiąc.

Niestety jednak trzeba pamiętać, że kozieradka ma specyficzny zapach, który może utrzymywać się
na włosach (pachnie jak przyprawa maggi). Dlatego też ja traktuję działanie stylizacyjne kozieradki bardziej jako dodatkowy plus stosowania tej wcierki, aniżeli jako powód, dla którego aplikuję kozieradkę na włosy;-)

piątek, 21 grudnia 2012

Prostujemy włosy – naturalnie:-)


Odkąd sięgam pamięcią moje włosy były proste, nawet w dzieciństwie. I ja je bardzo za to lubię,
dzięki temu zawsze łatwo jest ułożyć prawie każdą fryzurę i prawie nigdy nie mam problemu
z puszeniem się włosów. Ostatnio jednak moje włosy stały się trochę niesforne – potrafią się jakby pofalować i wykręcać w różne strony, szczególnie poniżej ramion. Niestety takie samoistne pseudo-fale, które powstają na moich włosach nie dodają im uroku. Na szczęście nie jest to zjawisko codzienne,
ale zdarza się na tyle często, że postanowiłam coś z tym zrobić. Jak zwykle zdecydowałam się zwrócić ku naturze (prostownicy pozbyłam się już dawno i nie zamierzam do niej wracać). 
Mój wybór padł na szałwię. Wiedziałam, że napar z szałwii ma właściwości wygładzająco-prostujące włosy, jednak nigdy nie miałam potrzeby sprawdzania jego skuteczności. Teraz, kiedy moje włosy stały się bardziej podatne na falowanie, mam szansę sprawdzić działanie tego zioła na włosy;-)

Poszperałam trochę i znalazłam instrukcję, jak dokładnie stosować szałwię, aby pomogła wygładzić włosy. Otóż wystarczy do ostatniego płukania użyć mocnego naparu z tego zioła:


2 torebki szałwii zalać wrzątkiem (250ml) i zaparzyć pod przykryciem
przez 15 min. Po ostygnięciu naparu wykorzystujemy go do ostatniego płukania włosów. Nie spłukujemy. Włosy należy delikatnie rozczesać
i wysuszyć. Aby efekt był jeszcze lepszy, można włosy modelować na płaskiej szczotce podczas suszenia. 

Ja susząc włosy jak zwykle używałam koncentratora, aby lepiej je wygładzić.


Eksperyment zdecydowanie uznaję za udany:-)
Efekt jest naprawdę fajny – włosy są proste, gładkie i błyszczące;-)

Dodatkowo warto zwrócić uwagę na inne bardzo pozytywne właściwości szałwii:

Szałwia przede wszystkim działa na włosy stymulująco, odżywia oraz wzmacnia je. Działa odświeżająco na skórę głowy, zapobiega podrażnieniom. Dzięki niej włosy stają się zdrowsze i piękniejsze. Ponadto szałwia ma właściwości odkażające skórę głowy. Dodatkowo przeciwdziała nadmiernemu przetłuszczaniu i rozszerzaniu się porów. Hamuje proces wypadania włosów oraz ma właściwości lecznicze przeciwłupieżowe.

Szałwia jest także używana do przyciemniania włosów, dlatego też nie jest to raczej dobry wybór
dla dziewczyn o jasnych włosach.
W moim przypadku szałwia okazała się być strzałem w dziesiątkę, choć przyznam się, że jestem ciekawa, czy na włosach naturalnie falujących i kręconych to zioło także okazałoby się tak skuteczne
(nie mniej wydaje mi się, że raczej na włosach kręconych nie można oczekiwać efektu całkiem prostych włosów). Moje włosy jednak szałwię polubiły i myślę, że zacznę ją stosować regularnie nie tylko
ze względu na właściwości prostujące włosy:-)

wtorek, 2 października 2012

Co zrobić z opakowaniami po kosmetykach?


Zachować:-) Nie mam oczywiście na myśli kolekcjonerstwa, ale osobiście uważam, że warto opakowania niektórych kosmetyków zatrzymać.


Skąd ten pomysł?

Należę do osób, które lubią się czasem „wyrazić artystycznie”, dlatego też posiadam mnóstwo różnego rodzaju drobiazgów: cekiny, guziki, tasiemki itp. Aby utrzymać porządek pomyślałam, że przydałoby
mi się trochę pudełek lub plastikowych słoiczków. Szczególną uwagę zwróciłam wtedy na opakowania po maskach do włosów. Po co je wyrzucać, skoro można wykorzystać?:-) Zaczęło się od opakowań
po masce Glorii – są lekkie, pojemne i z wygodną zakrętką. Nadawały się idealnie:-)
Trochę później przyszły czasy na tworzenie własnych, naturalnych kosmetyków, którym także trzeba było znaleźć odpowiednie opakowania.
I tak właśnie od tamtego czasu zostawiam sobie niektóre opakowania po kosmetykach, by móc
je ponownie wykorzystać:-)


Jakie opakowania wybierać i do czego mogą się przydać?


1. Słoiczki po maskach do włosów lub masłach do ciała

Jak już pisałam zmieszczą się w nich różne „bibeloty”, można w nich także przechowywać balsamy i inne kosmetyki domowej roboty.


2. Butelki z atomizerem

Z doświadczenia wiem, że atomizery często się psują i tylko nieliczne są trwałe, dlatego też dobrze jest mieć jakiś w zapasie, by w razie potrzeby przelać np. odżywkę w spray’u do innej buteleczki. Takie opakowania świetnie nadają się do naturalnych mgiełek do włosów np. octowo – ziołowej
lub też do przelewania kosmetyków dostępnych w dużych butelkach np. woda brzozowa Isana i ułatwiają w ten sposób aplikację kosmetyku.


3. Butelki z aplikatorem

Moim zdecydowanym faworytem w tej kwestii jest opakowanie po kuracji wzmacniającej z rzepy
od Joanny. Mam ich już chyba 4 i na pewno zachowam jeszcze kilka:-) Dlaczego? Jest lekkie, przeźroczyste (łatwo sprawdzić ile kosmetyku nam pozostało), poręczne i pojemne (mieści 100ml płynu). Posiada idealny wprost aplikator z zakręcaną końcówką, nic się więc nie wylewa. Cały aplikator także można odkręcić i bez problemu wlać do buteleczki kosmetyk.
Można je używać do wszystkich kosmetyków, które należy nakładać na skórę głowy. Otwór jest naprawdę uniwersalny – bez względu na gęstość aplikowanego płynu działa bez zarzutu. Przetestowałam już wiele wariantów: ziołowe napary, odżywkę Jantar (polecam szczególnie dlatego,
że butelka Jantara jest wg. mnie okropna w użytkowaniu), sprawdziła się nawet przy olejowaniu włosów:-) Jak dla mnie ta buteleczka jest niezastąpiona i dotąd nie spotkałam lepszej.


4. Butelki z ciemnego szkła/plastiku

Szczególnie przydadzą się zwolenniczkom naturalnej pielęgnacji. Wiele substancji zawartych w ziołach
i olejach rozpada się pod wpływem światła – zarówno słonecznego jak i sztucznego. Dlatego tak ważne jest, aby chronić naturalne kosmetyki w ciemnych butelkach, które znacząco ograniczają przepuszczanie promieni świetlnych.
Bardzo lubię buteleczki po nafcie kosmetycznej firmy KOSMED, bo są małe i poręczne. Pod zakrętką znajduje się w nich plastikowy dozownik z małą dziurką, który można podważyć (np. nożykiem), wyjąć
i łatwo napełnić buteleczkę, a potem z powrotem włożyć go na miejsce.
Inną butelką godną uwagi jest ta po rossmannowskim occie jabłkowym – jest duża, pojemna (750ml)
i szklana. Nadaje się szczególnie do przechowywania ziołowych olejów i nalewek domowej roboty.


5. Butelki z pompką

Podobnie jak te z atomizerem, w większości są odkręcane, więc łatwo można przelewać do nich różne kosmetyki. Niestety podobnie często się też psują, dlatego jeśli trafi się na tę dobrą, to warto ją umyć
i zatrzymać. Ja taki butelki lubię głównie za ekonomiczność – zawsze używamy tę sama ilość kosmetyku, nic się nie wylewa i nie marnuje.
Szczególnie warto zachować taką butelkę po mydle w płynie. Można jej wielokrotnie używać i dzięki temu mydło kupować w większych butlach (typu 5l) i przelewać. Nie warto także wyrzucać tego typu butelek
po serach silikonowych – nie wszystkie takie produkty mają wbudowane pompki, przez co nie raz wylejemy na dłoń zbyt dużo kosmetyku i zamiast wygładzić włosy, zbytnio je obciążymy i przetłuścimy. Dlatego ja zatrzymuję sobie opakowania z pompką i gdy testuję kosmetyk, którego opakowanie nie ma wbudowanej pompki, po prostu przelewam go do innego.


Oczywiście można wykorzystywać jeszcze wiele innych typów opakowań po kosmetykach, ale uważam, że te, które wymieniłam są szczególnie przydatne. Taki mały recykling powinien przypaść do gustu zwłaszcza zwolennikom ekologicznego i ekonomicznego stylu życia;-)